|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Dzień dwieście czterdziesty pierwszy (3 września - niedziela)
Budzę się pełen napięcia i dziwnej niechęci. No, bo będę musiał sprzątać, no bo wczoraj zbyt długo oglądałem telewizję, no bo pogoda nienajlepsza,... Jednym słowem wszystko jest na nie. I jemy śniadanie, ja marudzę, a Kaśka słucha. Potem zmiana. - Ja też nie najlepiej się czuję - mówi Kaśka. I dodaje, że chciałaby już urodzić, że ma dość czekania, że jest w niej dużo niecierpliwości. No to próbuję ją pocieszać. Mówię, że Tosia urodzi się wtedy kiedy przyjdzie na nią pora i, że to dobrze, że urodzi się w terminie. Poza tym to już naprawdę niedługo. I kilka innych tego typu mądrości rzucam. A Kaśka na to, że to wszystko wie, ale jest niecierpliwa i tyle. A ja jeszcze coś próbuję mówić, w stylu, że rozumiem, że ma dość, ale przecież na początku bała się, że nie donosi, a donosiła więc może z tego należałoby się cieszyć. I czuje, że im więcej mówię tym więcej sił ze mnie uchodzi. I, że nie mam siły jej wspierać, bo po prostu mnie samemu chce się wyć z niechęci i tyle. I rozmowa się urywa. I bierzemy się do sprzątania. Kaśka za kuchnię i łazienkę, ja za resztę. No i zakładam na uszy słuchawki, puszczam swój zestaw do sprzątania i ruszam w tan. Problem w tym, że muzyka mnie nie cieszy, a jeszcze kręgosłup zaczyna boleć. Próbuję nie zwracać na to uwagi. I sprzątam. I podśpiewuję sobie. - Czy możesz przestać wyć? Choćby na pięć minut - złości się Kaśka w łazience. Kaśka strasznie nie lubi jak ja śpiewam. No to przestaję wyć, a w głębi ducha narasta we mnie złość i bunt. No, bo nie dość, że ciężko mi się sprząta, to jeszcze nie mogę śpiewać. Więzienie, kierat, harówa! I sprzątam i myślę, że ta Kaśka to nie powinna tak do mnie mówić. Poza tym jak jej się nie podoba to niech sobie na spacer pójdzie, albo nie wiem co, zatyczki niech sobie kupi. Ale nie śpiewam. I nic nie mówię. Tchórz, tchórz, niewolnik i tchórz. A Kaśka już skończyła, kładzie się w wysprzątanym pokoju i zasypia. A ja sprzątam. I patrzę na zegarek. O pierwszej mamy iść na spacer, na obiad. A potem o szesnastej jestem umówiony z kolegami na piłkę. - Wtedy sobie odpocznę - myślę i się tą myślą rozkoszuję. I sprzątam. I wreszcie kończę, a Kaśka śpi. No to jej nie budzę tylko sobie czytam „Piotra Pierwszego” pana Tołstoja. - Bardzo to ciekawe - myślę przewracając się na plecy. I nasłuchuję czy Kaśka się nie rusza. I myślę sobie oby tylko się nie obudziła, obym mógł czytać i czytać i nic innego nie robić. Ale Kaśka wstaje. No to ja też. - Na spacer? - pytam. A Kaśka, że tak i czy ja mam ochotę. - Oczywiście, oczywiście - mówię. Tchórz, tchórz, tchórz! Bo wcale nie mam ochoty na spacer. Bo bym chciał czytać. Ale nie potrafię tego powiedzieć, bo przecież się umówiliśmy. Tchórz! I wychodzimy. I Kaśka pyta jak się mam. A ja mówię, że jestem wkurzony. A ona pyta dlaczego. A ja kłamię i mówię, że nie wiem. A potem pytam jak ona się ma. A ona mówi, że lepiej. I idzie sobie. I nawet na mnie nie patrzy. No to ja też nie. I pilnuję, żebyśmy się ramionami nie zetknęli. I wścieka mnie, że razem wyszliśmy, a osobno idziemy. I w ogóle strasznie mnie Kaśka denerwuje. I patrzę na nią, a ona jakaś taka smutna. A mnie to wścieka, że ona taka smutna, bo przecież mówiła, że jej lepiej. I po brzuch się gładzi. Męczennica! I jak to myślę to robię się naprawdę zły. I czuję, że mam ochotę się kłócić. A z drugiej strony, że chciałbym to jakoś przerwać, jakoś się wyluzować. Ale nie mogę. Wszystkie myśli idą w stronę Kaśki, a każda zaczepna. - Dlaczego się gładzisz po brzuchu? - pytam. - Bo kłuje. Często mnie kłuje - odpowiada Kaśka. No właśnie, no właśnie. Męczennica. Często ją boli, ale ona nic nie mówi. A ja się nawet nie domyślam, że ją kłuje. Ona męczennica, a ja nieczuły mąż. Do dupy, do dupy. Wściec się można! - A jak mówiłaś, że ci lepiej, to co miałaś na myśli? - pytam. A Kaśka na to, że to, że lepiej niż rano. I pyta czy ja mam ochotę z nią iść, czy może wolałbym sam. A ja, że z nią. Tchórz! Tchórz! Tchórz! - A może ty masz ochotę na samotny spacer? - pytam. A Kaśka, że jak by miała to by tak zrobiła. Pewnie, pewnie - myślę i czuję się jeszcze gorzej, to znaczy beznadziejnie, bo przecież ja właśnie tego zrobić nie potrafię. A ona by zrobiła, niewdzięczna, nieludzka. Cały się gotuję, ale nic nie mówię. No, może tylko tyle, że muszę coś zjeść, bo się zaraz wścieknę. I Kaśka mówi, że dobrze. I ja sobie wtedy myślę, że powinienem ją przytulić, że jak to zrobię to zaraz złość mi przejdzie. Ale póki co nie mogę tego zrobić. Ręka mi sztywnieje, no nie mogę i już. Ale patrzę się na nią i uśmiecham się, bo ona strasznie poważnie wygląda. - Już weselej? - pyta Kaśka. I wtedy ją obejmuję. A ona mnie. I czuję jej ciepło, czuję jak mi puszcza, jak szczęka się rozluźnia, ramiona, plecy. I obejmuję ją już mniej kanciasto. I robi mi się wesoło, lepiej. I wtedy pojawia się świat, którego jeszcze pięć minut temu nie widziałem, bo gapiłem się na swoje buty. Pojawiają się ludzie na chodniku, kamienice, samochody. Zaczynam się rozglądać. Kaśka też. - O zobacz jaka piękna kamienica - mówi Kaśka. I oglądamy sobie. A potem przytuleni wchodzimy do knajpy. I jak zjadamy, to mnie jest już zupełnie dobrze. I siedzimy sobie przy stoliku, gapimy się na ludzi i mówimy sobie, że w sumie mamy wszystko co nam do szczęścia potrzebne. Ja to nawet jestem przekonany, że tak jest. No, bo czego mógłbym chcieć więcej? Ale mimo to i tak czasem mnie ogarnia jakieś czarnowidztwo. Jakaś niechęć do świata, jakaś niezgoda. I wtedy szukam kozła ofiarnego. I może to być Kaśka, brak kasy, zła pogoda, problemy w pracy, albo Tośka, która żeby było absurdalniej, jeszcze się nie urodziła. I właśnie dlatego, że się jeszcze nie urodziła! No, bo kurde ile można czekać! poniedziałek, 04 września 2006, pawel.grodzki
Komentarze
Gość: Heliope, abni163.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/09/04 18:35:31
Nie mogę się juz doczekac narodzin Tosi . Coś czuję ze będziecie dobrymi rodzicami :)
2006/09/04 21:23:59
Stres, wiadomo...gdy się oczekuje maluszka, to chyba nic dziwnego, że człowiek poddenerwowany...
Gość: beza, drx156.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/09/04 21:58:58
Trzeba czekać c.ok. 9 miesięcy, niektórzy krócej czekają ale kosztem dziecka. A Tosia ma być zdrowa i silna. To jeszcze tylko kilka dni, najtrudniejszych. Jesteście bardzo dzielni, kochani i wspaniali. A przed wami całe długie życie, pełne bliskich, szczęśliwych ludzi.
2006/09/04 23:54:42
Piekna scena, wspaniale opisana, z jakim napieciem, czytałam na bezdechu normalnie, czekając, czy w te, czy wewte, czy się pokłocicie, jak włoskie małżeństwo na środku ulicy, a wtedy wszyscy będa patrzeć na ciebie z niesmakiem, że kobietę w ciąży, barbarzyńco, katujesz, ale nie.
Ufff:) 2006/09/05 09:50:04
W mordę, mój mąż też w ten sposób się zachowuje, ale ja nie mam tyle cierpliwości, nie zapytam czy już mu weselej tylko często sama sie nakręcam i zmarnowane nawet parę dni mamy na ciszy! Nie warto. Naprawdę. Zatem gratuluję.
2006/09/05 10:40:29
Mnie jednak nieustajaco dziwi, ze facet dzieli po rowno sprzatanie ze swoja ciezarna zona, wielki brzuch, ciezar, a on nie jest w stanie umyc za nia kibla!
Gość: , auz158.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/09/05 13:59:06
E-book jak rozpowszechnić swojego bloga! blogi.zlotemysli.pl/eczytania.php
|